Jeden z porządków miłości mówi o równowadze w dawaniu i braniu.
Żeby działało, musi być zrównoważony przepływ. Najlepiej taki, żeby każde chciało dawać trochę więcej. I odwdzięczać się, trochę bardziej. To „nakręca” wzajemny ruch ku więcej. Czyli do wspólnego wzrostu.
To jest nie tylko o zdolności dawania, ale także przyjmowania.
Czy umiesz przyjmować?
Po której stronie czujesz się bardziej naturalnie?
A może masz je zrównoważone?
Wiesz, że możesz dawać z serca, nie czujesz lęku, że zabraknie. Że ktoś oszuka. Dajesz z radością.
Potrafisz też przyjmować- z wdzięcznością i docenieniem. (Nie z braku, cwaniactwa czy łapczywie- bo zabraknie)
Tak sobie o tym myślałam, wracając dziś z zakupami. Boszzz, jak gorąco! Pomyślałam.
Uśmiechnęłam się. Tak się czeka na ładną pogodę. A potem- człowiek się chowa w cieniu, szuka najchłodniejszego miejsca.
Dlaczego?
Bo nawet to, czego się potrzebuje lub pragnie, jeśli jest w NADMIARZE, zbyt intensywne- nie zostanie przyjęte z taką radością, jak wtedy, kiedy jest na odpowiednim/pożądanym poziomie.
A do tego potrzebna jest aktywna interakcja. Kiedy zamiast dawać działania/starania na siłę i z pełną mocą „solarną”, która może spalić (wkurzając się, że ktoś nie docenia! ;)- obserwujemy.
Ile jest możliwe.
Pożądane.
Chciane.
Jaka jest „pojemność” po drugiej stronie.
Dostosujemy to, co płynie.
Otwieramy się też na podobny/ adekwatny przepływ z drugiej strony.
Szukamy balansu, współbrzmienia. Równowagi.
Z obecnością i uważnością.
Wtedy wzajemne starania/ działania mogą być doceniane i sprawiać wszystkim radość.